5 czerwca 2014

Zwykły dzień


Te zwykłe dni nie należą do naszych ulubionych. Nie czekamy na nie. Nie wydają się być atrakcyjne. Rutyna, znajomy schemat, codzienność. Przeżywamy je zazwyczaj byle jak i byle gdzie. Przecież za dni kilka będzie weekend, święto, urodziny, wakacje. Zawsze mamy w perspektywie jakieś jutro, jakieś "za tydzień", "za miesiąc", "za rok". Przyzwyczailiśmy się do myśli, że mamy na co czekać, że "jeszcze wszystko zdążymy". I tak mijają kolejne "bylejakie" dni w oczekiwaniu na te "lepsze".
Nie chcę nikomu wciskać frazesów w stylu "żyj, tak jakby jutra miało nie być", ale czy nie czujesz czasem, że coś w tym sloganie jest?
Przyznaję be zbicia - brak mi szacunku do codzienności. Mimo prawie trzydziechy na karku, nie nauczyłam się jeszcze żyć chwilą. A może kiedyś nawet wydawało mi się, że potrafię, ale mi tą deficytową umiejętność odebrała mi perfidnie dorosłość. Pogoń za pracą, za kasą, za byciem niezależnym, byciem na swoim, byciem  perfekcyjnym, fajnym.
Moje życie składa się z tysiąca obowiązków, które wysysają energię i kradną czas. Potrafię w myślach zakląć na każdą z nich w co najmniej w dwóch językach. A mogłabym się przecież cieszyć, że mam pracę, pasję, zajęcie. Jęczę jak zarzynany prosiak gdy moja kolej wstawania przed szóstą i mycia brudnej butelki po mleku. A przecież powinnam się cieszyć, bo mam dla kogo wstawać, myć tą butlę i robić mleko. Mam pretensje o porozwieszane rzeczy i niepościelone łóżko. Potrafię być dla męża jędzą i pół godziny wygłaszać wykład na temat sensu domykania drzwi od szafy. A przecież to bzdura, błahostka , głupstwo. Nie warto strzępić jęzora i marnować sił na burmuszenie się. Co, nie?

Patrzę właśnie na małą śpiącą Olkę, która przed chwileczką przydreptała ze swojego pokoiku niczym dorodny zombiak. Rozespana, poczochrana, ze smokiem w buzi, przyszła, wdrapała się na kolana Mateusza i zasnęła.

Ona to umie celebrować, wycisnąć z dnia każdą sekundę. Potrafi cieszyć się z rzeczy totalnie bezwartościowych, małych, tanich. Nikt tak jak ona nie uśmiecha się na widok znalezionego pod kanapą starego M&Msa. Zaczyna dzień bardzo szybko i kończy go całkiem późno, odmawiając przy tym stanowczo marnowania czasu na poobiednie drzemki. Grafika nie prowadzi, kalendarza nie zna i nawet zegar jest w głębokim poważaniu. Na czasie się nie zna, więc go traci: na zbieranie stokrotek, gapienie się na padający deszcz i oglądanie biedronki z każdej strony. Dwie minuty siedzenia to dla niej godzina, a gdy zacznie robić babki z piasku, to pół dnia to dla niej za mało. Wszystkiego chce dotknąć, wszystko zobaczyć i wszystkiego spróbować.  Jej umysł jest wolny od stereotypów, ograniczeń, wstydu. A Zwroty "nie możesz" i "powinnaś" są czystą abstrakcją.

Ona nie wstydzi się mówić swoim bliskim "kocham", przytulać ich  i całować.
Wkurzam się czasem, że nie ma w jej słowniku słowa "zaraz", "za chwilę", bo wszystko musi być "teraz".
Muszę się od niej tego wszystkiego na nowo nauczyć.








7 komentarzy:

  1. "Na czasie się nie zna, więc go traci: na zbieranie stokrotek, gapienie się na padający deszcz i oglądanie biedronki z każdej strony." Powiedziałbym, że raczej wykorzystuje go. I robi to znacznie lepiej niż większość dorosłych kanapowców :)

    OdpowiedzUsuń
  2. też zawsze zachwyca mnie spojrzenie dzieci na świat. Dopiero jak tak obserwowałam syna to zrozumiałam, jak wiele "tracą" dorośli. CZasem jest tak: cały dzień do bani, człowiek tylko narzeka i nie widzi nic pozytywneo, a dziecko rozświetla się jak żaróweczka i krzyczy ze śmiechem "Mamo!!! Pająk! Patrz jaki piękny!" :), "Mamo, jaki piękny kamień!" itd.. Matko, kiedy ja się zachwyciłam kamieniem...no właśnie kiedy...hmmmm...kiedyś nawet zbierałam kamienie. Była z tego niezła kolekcja. Kurcze, fajny ten kamień :). Lubię czasem, jak mam taki podły nastrój pobawić się z dzieckiem i móc z nim dzielić te zachwyty nad zwykłymi rzeczami. Od razu świat staje się inny i cały zły nastrój pryska :). Pozdrawiam serdecznie - lubię czytać Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym słyszała swoje myśli)Pozdrawiam.Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam serdecznie, zapraszam do dodania swojego bloga do spisu blogow o ciazy i macierzynstwie :)
    Spis znajduje sie tutaj:
    http://spisblogowociazy.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  5. tak to prawda zawsze na coś się czeka i rzadko cieszy nas to co jest teraz

    OdpowiedzUsuń
  6. Trudno jest cieszyć się chwilą… też mam trzydziechę na karku, a ciągle się uczę :) Mam wrażenie, że w wieku naszych rodziców dopiero staje się to łatwiejsze jak dzieci są już samodzielne i świadomie doceniają rodzinne relacje. A Twoja mała jest totalnie przesłodka, aż słów brakuje. Moja córa uwielbia się bawić bańkami, ale raczej woli, żeby to mama dmuchała, a ona za nimi gania. Ostatnio miałyśmy nawet mały wypadek, bo nóżki gdzieś się po drodze poplątały i wywinęła jak długa, a na ulubionej sukience z maxmia.eu teraz wielka zielona plama z trawy, która nie do końca chce się sprać. Ale to tylko rzeczy, a przecież chodzi o łapanie chwili – to nam się udało na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zabawa na świeżym powietrzu to świetny sposób na relaks - trzeba doceniać takie momenty, ponieważ jak pociechy podrosną to będziecie za tym tęsknić ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...